3DL Ostęp SHK-Z FSE
zastępy zdjęcia filmy relacje historia ludzie fundamenty niezbędnik kontakt z nami

+Relacje

Obóz Sajno 2008 by Delfin

9.02.2009, 10:04:21, Mózg

Obóz Sajno 2008 by Delfin Nareszcie, a więc nadszedł ten czas, w którym to z przykrością stwierdzam, że ktoś musi napisać relację z obozu. Jako, że kiedyś trzeba to zrobić postanawiam podzielić się z większą publiką wspomnieniami z obozu nad Sajnem, który się dział w roku 2008...


Dzień 1

Można uznać, a na pewno większość się ze mną zgodzi, że dzień pierwszy zaczął się w nocy dnia poprzedniego kiedy to trzydziestu chłopa z Ostępu, a tym samym sześciu z Delfina, wsiadało do pociągu Lublin-Warszawa. Tą trasę pokonaliśmy bez zbędnych haftów lecz z pieśnią na ustach, tzn. bezsennie. Potem czatowanie na dworcu na warszawskiej Pradze. Trochę nudno było, lecz emocji dostarczali ludzie z peronu obok. Mieliśmy miejsca w pierwszym rzędzie...
Następny pociąg: tym razem nie znaleźliśmy przedziału, w którym mógłby sam przebywać cały zastęp. Przytłoczeni tym faktem ja, Lordi, Tomasz G i Szymek znaleźliśmy sobie miejsce w przedziale wraz z dwoma panami wracającymi do domu z Korsyki. Ogólnie ciekawie było, gdyż panowie podzielili się z nami wrażeniami z wojska oraz uznaniem dla zespołów muzycznych takich jak Dżem, Metallica i inne...a tak pominąłem resztę...Reszta się cisnęła gdzieś w innych przedziałach. W tym pociągu to już sobie pokimaliśmy...Godzina 7:coś. Nareszcie z pociągu, potem w autokar i na miejsce. Jeszcze tylko owi wybierają miejsce obozowisk zastępów i zaczyna się robota. Jedni do sprzętu, drudzy robią ogrodzenie i miejsce pod kuchnie jeszcze inni idą po żerdki...Żerdki?! A tak pomyłka na początku to tak jakby ich nie było... Obiad. I rozbijamy dychę... potem w kimę... jeszcze nie na pryczach. Mało pracowity dzień...

Dzień 2

-Pobudka!!!
...Trzy sekundy...
-Mózgu wstawaj!!!
...Trzy sekundy...
-Jużżżżż....
-No Psychole, Michały, Borówy, Tomki ruszać sie...
-Eeee...Damian...??
-...??...
-Krzycz...
-A tak, PÓKI WISŁA BĘDZIE PŁYNĄĆ!!!!...
-ZASTĘP DELFIN BĘDZIE SŁYNĄĆ!!!!!!!!!!!
...Pierwsi... A opłacało się, bo już po niedługim czasie zajadaliśmy czekoladę za pierwszy okrzyk na obozie...
Tego dnia była istna walka o żerdki...Zwalone drzewo??... Będzie na prycz...Hej tam coś leży...O! Żerdka...Tymi i innymi sposobami zdobyliśmy choć trochę żerdek. Oprócz tego kończyliśmy ogrodzenie, które w późniejszych epizodach i tak służyło głównie jako opał...Obiad... Kolacja...Spać...Znowu się nie napracowaliśmy...Niewyżyci, czy co??

Dzień 3

Nareszcie to na co czekała większość, a przynajmniej myśmy czekali...żerdki. Tak to cudowne, że nareszcie. jeszcze cudowniejsze, że sami musieliśmy je przynieść. I tak jedną partię władowaliśmy ze Skałą, drugą już bez. Czujemy się jednak dowartościowani (czyt. ja, Lordi, Kuba i Czarnik, wtedy jeszcze czołowi).
Tego dnia Banan zaczął robić bramę. Swoją droga coś mu nie wyszło, jak to Banan, on to chyba nie jest dobry z matmy (przyciął żerdzie o 3 metry za mało)...A my w znaczeniu reszta zastępu dokończyliśmy robić prycze. Zapowiada się dobra noc... Ta, chcielibyście... Wyspałbym się gdyby nie Psychol, który co najmniej w pocie czoła poganiany przez Michała wiązał przy latarce do późnej nocy swoją prycz...Sądząc po sposobie w jaki to zrobił to,... nie on się nie wyspał...No i jeszcze oczywiście tamtej nocy mieliśmy warty ...

Dzień 4

Koniec słonecznej pogody, cóż to musiało się tak skończyć...Na warcie pada..Rano pada... W południe pada... Po południu pada... I weź tu zrób jadalnię, pałatki Krzycha się przydały.
No i tak mimo nie sprzyjajacej pogody rozwiesiliśmy plandekę i stworzyliśmy jadalnię. Czy komfortowa?? I to jak, ale dla dwóch osób...Stabilna?? No ba i to jeszcze jak, ale fochała się gdy się na niej zbyt mocno oparło...Czy prosta?? No jak od linijki, gdyby żerdka nie była krzywa...Ale za to kozacka...Z przytupem...Dzień choć mokry to udany, każdy coś robił. a po tych czterech dniach pionierka w ogólnym zarysie była gotowa. Obiad... Nawet, nawet... Czekamy na dni słoneczne..

Dzień 5, czyli zwiad terenu.

Miejsce - Augustów (nie mylić z Krzyśkiem), Czas - mało, Wykonanie - jakże zacne...
Zebraliśmy się... Odmeldowaliśmy...200 m od obozu zaczęły się śpiewy: "Kiedy szliśmy przez Pacyfik..." oraz pierwsze "Tomek szybciej!!!". w chwilę później dotarliśmy do jakże przemiłej miejscowości, której nazwy nie podam, bo jej nie pamiętam. Stamtąd zniesmaczeni perspektywą przejścia poboczem ruchliwej jezdni do Augustowa, szliśmy ku nieuniknionemu. A tu psikus! Cóż byśmy zrobili bez tubylców, którzy nie dość, że na herbatę zaproszą to jeszcze drogę pokażą (obok kanału Augustowskiego). Oczywiście herbaty ze skromności odmówiliśmy...Potem szybkim krokiem wcześniej pokazaną trasą dotarliśmy do pierwszych chałup Augustowa. Jako, że to była "civilization" to poszliśmy do Biedronki, gdzie spotkaliśmy niejakiego Maćka B. i staraliśmy się o fakturę. Trochę było przy tym roboty (..."co mi tu Pani..."), oczywiście ją zdobyliśmy, chyba bo już nie pamiętam do końca jak to było...Zaopatrzeni w rzeczy na kulinara, wyruszyliśmy w drogę powrotną do obozu, śpiewając nie mniej głośno niżeli w poprzednią stronę...

Dni następne

Jako, że jestem tylko człowiekiem to mam prawo popełniać błędy... Błędem było to, że nie zapisywałem co działo się w poszczególnych obozowych dni czasie. Teraz więc czytelnicy tego artykułu przypłacą to tym, że coś może być i z pewnością będzie, nie po kolei... Tak więc, na pewno pamiętam to, że potem był bieg sprawnościowy. Dalej nie wiem co za (brzydkie słowo)...cymbał budował to ustrojstwo do czołgania i dlaczego lina do wspinaczki była na początku, z drugiej strony gdyby była na końcu to byśmy musieli się wspinać z o wiele większym ciężarem. Przecie trzeba by doliczyć jeszcze wodę i te inne... Cały bieg wygrał oczywiście Tygrys, a myśmy klepali równie zaszczytne czwarte miejsce...
Żeby opowieści nie przeciągać przejdę do tego iż pewnego słonecznego dzionka odbył się konkurs kulinarny, na który upichciliśmy po mistrzowsku, bo zachaczając o kuchnię polską, czeską, włoską i orientalną, a ponad wszystko bananową, kotlety w cieście i tam parę innych specjałów...uuuu....rrrrrrrrrrrrracuchy....już ślinka cieknie...wyszły pyszne mimo, że nie przewidziane z resztą ksiądz Przemek Chrzanowski trocha dokładniej jest w temacie... mniejsza z tym. Ale, tak to był najlepszy nasz posiłek na obozie...
No i przypomniałem sobie bolesny temat... wycieczka. Tak. Przyznaję była beznadziejna choć do Wilna, to przecie przewodnik musiał ją zwalić, a że nie lubie wytykać palcami to nie będę mówił głośno kto ją prowadził... Tak wiec razem z drużyną harcerek (czyt. Orawą) zwiedziliśmy wzgórze Trzech Trzyży, katedrę, kaplicę, Matkę Bożą Ostrobramską i powoziliśmy się po Wilnie dopytując się o kurs złotego oraz zamawiając pizze... Oczywiście Banan zamawiał..."Tri (pokazuje trzy palce) margaritas plizzzz" sprzedawca "Ok, sure (dziwna mina w stronę Damiana)" Siedliśmy, zjedliśmy... mało smaczne... Powrót, zegarki godzinę w tył i postój przy Remim..."Hej, tu bez kitu jest taniej niż u nas..."Ino szkoda, że litów tak mało....
Był również bieg harcerski, na którym to druhowie punktowi chyba się podzielili rolami bo wypadło, że oboźny bombardował nas historią, komendant chyba wszystkim na raz, ale głównie organizacją(BP i inne chłopaki) no, a Tomasz samarytanką. Ksiądz się znęcał religią... Natomiast myśmy zorganizowali bieg samarytański, niestety go nie opisze bo wtedy się chorowałem...

Któregoś z tych dni, których do końca nie pamiętam zdarzyła się również i taka sytuacja:
-{dzwonienie w uszach znaczy wywołanie} Czas do apelu 4 minuty!!!!!!!!
-{ździwiona mina budzącego się człowieka}

Patrzę w lewo - Borówa śpi. Patrzę w prawo - Psychol śpi. Patrzę na dół - Banan jak zabity, Michał na boku, Tomasz śpi... Ej zaraz czy Tomasz nie miał przypadkiem wartować??

No i niestety miał i jak się okazało nie obudził całego obozu, cóż, zdarza się... pierwszorocznemu.

WIELKA GRA

Jako, że tematem obozu był król Artur i rycerze okrągłego stołu bez okrągłego stołu to wiadomo iż gra będzie pod temat podciągnięta. Co za tym idzie musieliśmy zabić niezliczone hordy dzikich plemion, nie obyło się bez rannych. Wskoczyć w magiczną zbroję (kapok) i porozmawiać z królem rybaków, czy jak tam go zwą. Odnaleźć zapasy żywności i koczować w obozowiskach (dlaczego to ja musiałem być tym, który nie mógł się kimnąć przy ognisku). Zdobyć sztandary przeciwnych, a jak się potem okazało nie do końca przeciwnych oddziałów. Powrócić na Camelot. No i na końcu zabić wielkiego choć chuderlawego smoka Bartosa(lub po prostu Bartka P.) Nie zabrakło też turnieju rycerskiego, na który stawili się wszyscy...i wszyscy wzięli udział w zmaganiach jakie przygotowali wodzowie rodów... Następnie wszyscy zabili by mnie pewno gdybym nie wspomniał o balu królewskim, na który zaprosiliśmy damy (czyt.jedyne w okolicy harcerki). Bal obfitował w huczne tańce, się znaczy w menueta "Szyjka bielutka, usteczka różowe i takie tam bajery..." Na tym, że balu przedstawiliśmy również co nieco sztuki Tristana (którego grał Michał) i Izoldy (którą w sukience pożyczonej od Lordozy grał Mózg, czyli ja). Jak sądzę sztuka się udała gdyż nawet wielce szanowny Merlin z dh Tomaszem K.(kwatermistrz) skręcali się ze śmiechu na mocy tekstów takich jak :"Ale laska!!!! To na pewno nie harcerka..." lub Bruce'a Lee Kinga Karate Mistrza w wykonaniu Psychola...
Ot wielka była ta wielka gra...

I znowu dni następne...

...czyli EKSPLOracja terenu i to nie byle jakiego, bo musieliśmy wybadać taką małą miejscowość co się zwie Mazurki. Oczywiście po drodze mijaliśmy lasy, pola, niedokończone obwodnice oraz tubylców. Te spotkania były o tyle niebezpieczne, że raz mogły się skończyć rozbitą bramą wjazdową w tamtejszym domostwie. Bramę tą prawie, że stratował Michał, który jako że od ponad tygodnia patrzał się tylko na towarzyszy oraz od czasu do czasu na harcerki zapatrzył się na pewną niebrzydką tubylkę i jak to już wcześniej wspomniałem zatrzymał się na bramie. Lecz wracając do celu naszej podróży to w tych, że Mazurkach mieliśmy wziąć pieczątkę od sołtysa no i tu znowu psikus, bo sołtys jako, że Mazurek nie mieszka w Mazurkach, znaczy na początku tak myśleliśmy. Potem to zdementowaliśmy bo jak się okazało te Mazurki to wcale nie takie małe tyle, że "sąsiedzkie" domostwa dzieliły niekiedy 2 km. W każdym razie do sołtysa chyba też trafiliśmy w nie właściwym czasie, ale pieczątka zdobyta...Potem zdobyliśmy stodołę(czyt. miejsce do spania) i poszło jak na dobrych druhów przystało,czyli jak po maśle, bo spało się nie najgorzej. Mimo, że dwudniowe to udane, EKSPLO oczywiście...
Czyżby teraz był ten moment, w którym to opowiadam o pakowaniu i powrocie w chatę?? Nie może być, ale zakładając, że napisałem to co pamiętałem to raczej tak. Znaczy pamiętam jeszcze żeśmy stawiali maszt i była do tego potrzebna cała drużyna, bo Banan sam z Majdanem rady nie dawali.
Lecz tak to jest właśnie ten moment.
Psikus. Zapomniałbym o balu kapitańskim...
...na który wszyscy coś przygotowali tak więc Okapi zabawiało swojską atmosferą morskich opowieści oraz dziesięciu w skali beauforta(czy jakoś tak), nie zabrakło również przerobionej trocha mafii oraz Eryka na scenie. My również się postarzaliśmy i zrobiliśmy parę teleturniejów oraz słonia Barnabę... Tygrys, kurde co oni zrobili?? Już nie pamiętam... Mniejsza z tym jednakowoż pamiętam, że potem siedzieliśmy z druhem komendantem i oboźnym oraz Barrą (dwóch ostatnich zmywało z siebie resztki farby i wosku po odchodnym) przygrywając na gitarce. Ogólnie najgorzej nie było...

Podsumowując

Obóz był nad Sajnem na Mazurach, wywieźliśmy z niego 3 wstążki (pionierka, eksplo, ekspresja) i dużo wspomnień...Może poopowiadamy dzieciom...

A ostatniego dnia było:

"Ruszać się!!!"
Żerdka
"Szybciej!!"
Druga żerdka
I tak cały dzień aż nie było po nas śladu. Zginęła też gdzieś maczeta czy tam co tam Banana, okazało się, że kazałem ją włożyć Psycholowi do skrzyni...
Odbył się Sąd Honorowy(czyt. bardzo tajne i nie mam zamiaru o tym pisać) i trwał jakieś 6, jak nie więcej godzin...

A potem znowu to samo...
Pociągiem do Warszawy, a stamtąd do domu...
Ale nie zobaczysz tego wszystkiego czytając relację, fakt faktem trochę milej wspominam obóz w Sielpii Wielkiej w 2006 roku. Mimo to każdy obóz trzeba przeżyć... SAMEMU, a nie relacją, która stanowi marną namiastkę jego opisu...



Pisał, czytał, myślał, wspominał
Mózg

komentarze (10)

dodaj swój komentarz
wypełnij formularz (wszystkie pola są wymagane)







druhna z Zawiszy, 28.06.2010, 10:27:45

A mnie się bardzo podoba ta relacja i choć nie było mnie na Waszym obozie, to mogę sobie z przyjemnością wyobrazić jak wyglądał:)

Życzę dobrego obozu, przeżytego we wspaniałej atmosferze.

hamster, 5.09.2009, 13:26:51

Droga NAtalka,

"przyznam że nie przeczytałam w całości, ale trochę chaotyczna ta relacja... ale chociaż raz nie sprawia wrażenia pisanej w sposób zrozumiały tylko dla osób obecnych na obozie. I trochę ortografia kuleje, literówek też jest parę, nie wiem gdzie/jak piszecie, ale wystarczy wkleić w pierwszego lepszego worda, czy sami pewnie lepiej wiecie w co i podkreśla błędy..."

Jak to jest, że sama nie potrafisz napisać poprawnie komentarza, a karcisz innych..
Zdania zaczyna się z wielkiej litery, stawia się przecinki w odpowiednich dla nich miejscach, kropki również. Najpierw to Ty poczytaj czym jest poprawna polszczyzna, przestudiuj sobie co to jest fleksja, a zanim napiszesz swój post - przeczytaj go pięć razy, bo żeby kogoś zjechać trzeba najpierw samemu coś zaprezentować. :)

NAtalka, 11.04.2009, 17:23:28

przyznam że nie przeczytałam w całości, ale trochę chaotyczna ta relacja... ale chociaż raz nie sprawia wrażenia pisanej w sposób zrozumiały tylko dla osób obecnych na obozie. I trochę ortografia kuleje, literówek też jest parę, nie wiem gdzie/jak piszecie, ale wystarczy wkleić w pierwszego lepszego worda, czy sami pewnie lepiej wiecie w co i podkreśla błędy...

Drużynowy, 15.02.2009, 00:19:16

a mnie się najbardziej podoba fragment "a myśmy klepali równie zaszczytne czwarte miejsce..."
I jak już kiedyś mówiłem - nadużywasz trzykropków!

Dejv, 12.02.2009, 13:43:12

Gratulacje dla Delfina, nareszcie strona doczekała się pierwszej relacjii z obozu 2008, chociaż minęło już ponad pół roku.

Majdan, jeśli chodzi o twój komentarz, no to masz okazje napisać lepszą relację.

Przemek, 11.02.2009, 21:48:26

"uuuu....rrrrrrrrrrrrracuchy....już ślinka cieknie...wyszły pyszne mimo, że nie przewidziane z resztą ksiądz Przemek Chrzanowski trocha dokładniej jest w temacie..."
tu jest dowód: http://nasza-klasa.pl/profile/2734736/gallery/15

barra, 11.02.2009, 00:03:10

szalejecie z tymi relacjami i w ogóle strona tętni życiem :)
ja chcę wrócić ;d

Mózg, 10.02.2009, 23:06:52

Tamten co go Barra czy kto dał na relację o WHM nie pasował do obozu...

Majdan, 10.02.2009, 20:16:34

cóż za delfinek xD! no trochę nie chronologicznie:D

Zima, 10.02.2009, 10:34:53

Bardzo zabawna relacja ;) choć rzeczywiście trochę nie chronologiczna... Ale w "mózgowym" stylu. A przedstawienie Tristana i Izoldy było niezapomniane...

na górę strony