3DL Ostęp SHK-Z FSE
zastępy zdjęcia filmy relacje historia ludzie fundamenty niezbędnik kontakt z nami

+Relacje

Wigilia drużyny 2007

16.12.2007, 19:35:47, Tomasz

Zbiórka o godzinie 8:00 pod kościołem św. Maksymiliana Kolbe. Oczywiście nie wszyscy się od razu pojawili. Dla spóźnialskich wszyscy punktualni pompowali...


Gdy byliśmy już wszyscy Pablo wysłał mnie (Tomka, jakby ktoś zapomniał) i Mózga po aparat do niego do domu, a reszta chłopaków wraz z nim poszli na przystanek. Gdy dobiegliśmy z aparatem na przystanek okazało się, że jeszcze na nas czekali. Chwilę później wpakowaliśmy się do autobusu i pocisnęliśmy na PKS. Tam znaleźliśmy busa do Lubartowa i wszystko w temacie. Gdy pojazd z nami w środku ruszał okazało się ze na stacji PKS jest tez nasz druh przyboczny – Bazyl. Pablo zatrzymał autobus (siłą), Maciek wsiadł i pojechaliśmy w stronę Lubartowa...

W drodze nic ciekawego się nie działo. Wysiedliśmy przystanek przed Lubartowem. Tam w pobliskim lesie odbył się nasz pierwszy wigilijny apel. Zastępy dostały nagrody – książeczki na stopnie, za zbiórkę pieniędzy w ostatnią niedzielę. Następnie szliśmy głębiej w las. Po drodze tropiliśmy zwierzęta po ich śladach (między innymi jak odróżnić samca od samicy w przypadku lisa i muchy). Gdy wyszliśmy na polanę, zaczęliśmy śpiewać przeróżne piosenki. Śpiewając tak szliśmy i szliśmy.

Druh drużynowy opowiedział nam o Powstaniu Warszawskim (a propos piosenki "Pałacyk Michla"). Niedługo potem zagraliśmy w fajną grę, która powstała w sekundę przed jej pierwszym wypróbowaniem, a potem znowu szliśmy i szliśmy... W pewnym momencie na drodze stanęła nam rzeka. W jej obrębie mieliśmy czas dla zastępów (godzinę). Następnie na pobliskiej polanie odbyła się kolejna gra - kręcioła. Po tej zakręconej zabawie postanowiliśmy pacnąć Grunwalda. Oczywiście ja użyłem głowy, co bardzo pomogło w zwycięstwie. Na koniec Barra na stopień poprowadził bardzo intensywną rozgrzewkę.

Wyruszyliśmy dalej w trasę. Doszliśmy do momentu w którym powinniśmy się przedrzeć przez rzekę. Okazało się ze w tym miejscu nie ma mostu. Na pobliskim wywróconym drzewie zrobiliśmy sobie kilka zdjęć całą drużyną. W pewnym momencie Tomek z Delfina uświadomił sobie ze zgubił scyzoryk. Wróciliśmy na miejsce rozgrzewki aby go szukać... Całe szczęście nie trwało to długo, dzięki szeroko otwartym oczom zastępowego Delfina. Dalej szliśmy brzegiem rzeki szukając mostu. Po dłuższym marszu znaleźliśmy go.

Myśleliśmy, że dochodzimy już do Lubartowa, ale chwile później zorientowaliśmy się, że nie, i tak naprawdę jesteśmy na dłuższej drodze do celu, więc się wróciliśmy. Tak szliśmy kilka kilometrów kręta i śliską szosą. W końcu ku naszemu zdziwieniu przy drodze zauważyliśmy dużą, zieloną tabliczkę z napisem Lubartów. Dodała nam takiej otuchy, że nie czuliśmy zmęczenia. Weszliśmy do miasta. Już wszystko wydawało się proste, a tu problem. Staliśmy na skrzyżowaniu i nie wiedzieliśmy, w którą stronę iść. Na szczęście Bara poszedł się kogoś zapytać o drogę i problem się wyjaśnił. W ten sposób dotarliśmy do kościoła. Drużynowy poszedł załatwić klucze do salki z której mieliśmy odbyć nocleg, a my w tym czasie zajęliśmy się przygotowaniem wigilii i jasełek.

Na wigilijną wieczerze przybyło kilkoro rodziców - między innymi Damiana, Darka i Krzycha z Delfina, Szymona i Marcina (wraz z nim samym) z Okapi i Dominika z Kani. Kiedy wszystko było gotowe usiedliśmy do wspólnej kolacji. Zaczęło się tradycyjnie. Marcin z Okapi przeczytał fragment z Pisma Świętego a potem odbyło się łamanie opłatkiem i życzenia. Potem rozległo się głośne: "Wśród nocnej ciszy…". Gdy skończyliśmy śpiewać, zabraliśmy się za jedzenie przygotowanych potraw wigilijnych.

Gdy sytuacja się rozluźniła, chłopaki poszli zrobić generalną próbę jasełek. To były najjawniejsze jasełka w tym roku (jedyne, hehehe). Ku naszemu zdziwieniu rodzice byli zachwyceni, a my szczęśliwi, że nie daliśmy ciała.

Po jasełkach odbył się pokazowy apel dla rodziców. Podczas apelu Borówa i Tomek (z Delfina) złożyli Przysięgę Wierności swojemu zastępowemu (Gajkosiowi). Następnie wróciliśmy do salki, rodzice wrócili do domu. My posprzątaliśmy po wigilii. Po wszystkim pocisnęliśmy na miejsce noclegu. Tam umyliśmy się rozładowaliśmy potrzebny sprzęt do spania i zaczęliśmy grac w mafię. Za każdym razem najbardziej poszkodowanym był Majdanek - sam się prosił o śmierć, jako pierwszy...

Po zabawie pomodliliśmy się i poszliśmy spać.

Pobudka była o 7.45., zaczęło się od modlitwy. Potem mieliśmy 30 min. na spakowanie się i umycie. Następnie usiedliśmy do obfitego śniadania. Po śniadaniu dojedliśmy ciasto z wigilii. Zabraliśmy swoje rzeczy z salki i poszliśmy do kościoła na mszę. Podczas mszy wzięliśmy asystę i dwa czytania. Po mszy pobiegliśmy na bus, ledwo zdążyliśmy. Tuż po 12 dotarliśmy do Lublina.

Tomasz Graniczek - Okapi

komentarze (3)

dodaj swój komentarz
wypełnij formularz (wszystkie pola są wymagane)







Majdi, 19.12.2007, 17:56:43

spoko, będę miał chwilę jutro to też napiszę

a tak btw. czy to przechodziło jakąś korektę??:D np"po aparat do niego do domu"

Tomek, 18.12.2007, 11:55:01

łoooo....
ale się chłopaki napomują......

Pablo, 17.12.2007, 12:33:20

przypominam Antkowi, Stahowi i Barze, że im tych pompek nie zapomnę...

na górę strony