3DL Ostęp SHK-Z FSE
zastępy zdjęcia filmy relacje historia ludzie fundamenty niezbędnik kontakt z nami

+Zastępy

Zastęp Okapi

3.06.2007, 21:36:00, Czachor

Zastęp Okapi to drugi zastęp należący do "Ostępu". Istnieje jak oba pozostałe od 1997 roku. Posiada chyba najbardziej znany okrzyk w drużynie: "Okapi siła - wszystkich zabiła", gdzie ostatni człon można wymieniać na praktycznie każdą czynność... Zastęp jest znany z ekspresji, do dzisiaj w "Ostępie" żyje poczucie humoru, które na drużynę przelali były zastępowy Okapi - August i jego czołowy - Smerba. Największym osiągnięciem zastępu jest wygranie Harców Majowych "1109 - Semper Parati" w 2002 roku oraz zdobycie wstążki za najlepszy rajd na Eurojamie 2003. Zastęp zdobył 2 razy Odznakę Husarską.

W tej chwili w tym zastępie jest 6 chłopaków, zastępowym jest Paweł Cz. Motto zastępu to: "Rzeczy niemożliwe wykonujemy od razu, na cuda potrzebujemy trochę więcej czasu..." Kolory zastępu to brąz i zieleń.


SKŁAD

  1. wyw. Paweł Cz. - zastępowy
  2. wyw. Stasiek "S.T.A.H." R.
  3. Antek R.
  4. Marcin D.
  5. Szymon M.



Okapi, Okapia johnstoni



Ssak z rodziny żyrafowatych. Zamieszkuje obfitujące w gęste zarośla tropikalne lasy deszczowe na obszarze Zairu w Afryce Środkowej. Gatunek został odkryty dopiero w 1901 roku. Osiąga wysokość w kłębie 150-170 cm, długość ciała do 2,10 m, ogona do 40 cm, a ciężar ciała do 250 kg. Samce są większe od samic, mają na głowie dwa krótkie rogi. Sierść mają krótką, gęstą, o jedwabistym połysku, ubarwienie zaś brunatne z rudym odcieniem lub brunatnoszare, dolną część kończyn białawą. Charakterystyczne dla tych zwierząt są: duże oczy i uszy, wydłużona szyja, długi język (ok. 35 cm), umożliwiający dosięgnięcie oczu i uszu. Żyje samotnie. Ciąża trwa około 450 dni, samica rodzi 1 młode, które osiąga dojrzałość płciową pomiędzy 2 a 3 rokiem życia. Pożywienie okapi stanowią głównie liście i pędy krzewów i drzew, trawy, a także grudki ziemi zawierające niewielkie ilości soli. Liczba okapi żyjących na wolności nie jest dokładnie znana, jednak jest to gatunek niezwykle rzadki, dlatego też jest objęty szczególną ochroną.


zastęp...



Zastęp Okapi, drugi zastęp należący do 3 DL przy kościele św. Maksymiliana Marii Kolbego. Był to jeden z dwóch pierwszych zastępów w tej drużynie. Jego pierwotna nazwa to Ostoja, a pierwszym zastępowym był Aleksander M. Owa grupa – wtedy jeszcze młodych chłopaków – była jedną z najlepszych w Polsce. Alek, nasz późniejszy hufcowy, prowadził swój zastęp twardą ręką, co zresztą robił potem z hufcem. Ja doszedłem do zastępu za czasów Klaudiusza K., który również był bardzo dobrym zastępowym. Razem z nim byłem na obozie nad Czarną Hańczą. Wspominam go bardzo dobrze. Wygraliśmy wtedy konkurs kulinarny, za co na ognisku końcowym drużynowy przypiął nam czerwoną wstążkę do proporca. Wygraliśmy także konkurs na najlepszy skecz i otrzymaliśmy wstążkę koloru zielonego. Mi natomiast udało się zdobyć w biegu sprawnościowym czwarte miejsce. Następną erę w dziejach naszej paczki zapoczątkowała nagła zmiana zastępowego.

Nowym wodzem został Marcin K. równie dobry jak Klaudiusz. Pracowaliśmy z nim całe dwa lata i byliśmy na dwóch obozach: Wierna Rzeka i Sielpia Wielka. Pierwszy z wymienionych był chyba moim najgorszym obozem. Tęskniłem, wyłem i zachowywałem się jak ostatnia mameja. Zastępowi szło nawet nieźle. Wygraliśmy tym razem tylko konkurs na najlepszy skecz, ale i to było dużym osiągnięciem. Nasz nowy zastępowy też musiał się wprawić w powierzoną mu funkcję i nad Wierną dopiero się uczył. Moim jedynym osiągnięciem było zajęcie pierwszego miejsca na biegu sprawnościowym. Ogólnie nie był to nasz najlepszy obóz, ale stało się tak tylko dlatego, że był świeży zastępowy i trochę ja rozwalałem mu całą pracę z nami. Drugi obóz w Sielpi Wielkiej poszedł nam o wiele lepiej. Po pierwsze co wcale nie musi być plusem pojechało nas aż jedenastu. Trzeba było dobrze się namęczyć, aby zrobić całą pionierkę i wszystkich jakoś upchnąć w namiocie. Oczywiście na tym obozie wygraliśmy konkurs skeczy. Mało brakowało, a wygralibyśmy pionierkę i konkurs kulinarny w obu tych konkurencjach zajęliśmy drugie miejsce. Ja zdobyłem stopień młodzika i zająłem pierwsze miejsce w biegu sprawnościowym. Bardzo dużo z tego obozu wyniosłem i mam nadzieję, że kiedyś ja jak i inni którzy tam wraz ze mną byli wykorzystamy nabytą wiedzę do wygrania wszystkich konkursów. Ach byłbym zapomniał. Przed obozem w Sielpii Wielkiej był konkurs na makiety pionierki obozowej. Wygrał nasz zastęp i otrzymaliśmy nowy 7-osobowy namiot Galapagos.

Niestety po tym obozie odeszła duża część ludzi z naszego jak i z innych zastępów. Zostało nas tylko pięciu: Marcin K. (Kruko), Marcin S. (Smerba), Piotrek J., Marcin O. (Osa), no i ja. W takim składzie wyruszyliśmy na mój kolejny obóz Zagłębocze. Obóz ten nie był może najlepiej usytuowany, ponieważ leżał na trasie uczęszczanej przez turystów i w ogóle był zbyt blisko Lublina, ale naszemu zastępowi poszedł dobrze to znaczy: wygrany konkurs skeczy i konkurs kulinarny. Ja osobiście uczestniczyłem tylko w 2/3 obozu, a to z powodu chorego ucha i nie mogę zbyt dokładnie opisać tego wyjazdu. Po nim dotychczasowy zastępowy Kruko kończył swoją kadencję i odchodził do starszych wędrowników. W naszej gromadce pozostało tylko trzech, bo Piotrek J. zdezerterował z obozu i odszedł z harcerstwa. Kilka osób odeszło też z Delfina - trzeciego zastępu. W ten sposób okazało się, że Delfin też składa się tylko z trzech osób, a ich zastępowy również skończył kadencję. Po tym całym młynie związanym z wybieraniem wodza, ilości zastępów i ich członków razem z radą drużyny doszliśmy do wniosku, że nasz zastęp zostaje przyłączony do zastępu Delfin, a zastępowym będzie Krzysiek M. (Kylo), który niestety po pół roku wyleciał z harcerstwa, a jego miejsce zajął Franek Cz. (Czachor) i w takim składzie wyjechaliśmy na następny obóz na Mazury.

Oczywiście nasz zastęp był też na innych wyjazdach poza obozami. W roku 1998 zajęliśmy trzecie miejsce w ogólnopolskim konkursie pantomimy. Brały w nim udział zastępy z całej Polski, a było ich tam ponad pięćdziesiąt. Braliśmy też udział w wielu biwakach m. in. biwaki pierwszomajowe i zimowiska. Razem z Frankiem pojechaliśmy na kurs zastępowych pod koniec sierpnia. We wrześniu nasz zastęp został reaktywowany i wraz ze Smerbą odbudowaliśmy zastęp. Mam nadzieje, że jeszcze przez wiele lat zastęp będzie istniał i zdobywał najwyższe miejsca w wielu konkursach i zawodach.

Takoż stało się. Zastęp Okapi został reaktywowany przeze mnie i Marcina. Chłopców zleciało się tyle co much do padliny (trafne określenie bo zastęp był już prawie zwłokami), ale na szczęście, jak za dotykiem świętej ręki Chrystusa (tutaj upatruje pomocy Boskiej w tej ciężkiej pracy, jaką jest funkcja zastępowego), wstąpiło w nas życie i w niebagatelnej liczbie 11 zaczęliśmy nowy rok pracy.

Nasz drużynowy Bratek, rozkazał zaczynać "mocno", co jednym słowem znaczyło tyle ile "Brać się do pracy, bo .... ;)". Przesadzam oczywiście, ale w sposób, jaki by nie był, zostaliśmy zdopingowani. Rok rozpoczął się serią krótkich rajdów do pobliskich lasów. Nasze zagrzane miejsca to Stary Las, Dąbrowa, Lasy Kozłowieckie i Świdnickie. Wszystkie zdeptaliśmy prężnymi stopy i podbudowani własną bitnością rozpoczęliśmy przygotowania do zimowiska, które nim zdążyłem się obejrzeć (za ładną dziewoją na przykład), rozpoczęło się.

Miejsce: Zawadka Rymanowska, siedlisko, gniazdko nasze czy jak nazwać tę rosochatą chatynę w jakiej przypadło nam spędzić tydzień: studenckie schronisko. Nasz zastęp (Okapi dla tych co zdążyli zapomnieć) spał w oddzielnym pomieszczeniu (takie z nas zwierzęta). Aby ochłodzić nasze temperamenty gorące jeszcze po letnich wyjazdach, Rada Drużyny zapewniła iż temperatura w naszym leżu nie spadnie poniżej pięćdziesiątki i nie wzrośnie do dwudziestki (obie temperatury na minusie oczywiście). Przeżyliśmy, góryśmy zwiedzili, iśmy wrócili zadowoleni i nastawieni pozytywnie do reszty harcerskiego roku!

Następnym wyjazdem większym, i równie ciekawym (tym razem kazano nam spać pod miękką chmurką) były Harce Majowe 2001. Byliśmy drużyną oddzielnie i może to i lepiej bo reszta Zawiszy w spokoju mogła się bawić na ogólnopolskich Harcowaniach, nie bojąc się strzygi zwanej Ostęp z Lublina! Jedliśmy kurczaki żywcem (z ogniska;), łaziliśmy po drzewach, nocą podchodziliśmy harcerzyków (tych na ogólnej imprezie) i tak nam czas leciał błogo! Wróciliśmy z pierwszymi oznakami letniej opalenizny, zwarci i gotowi do wzięcia się za bary z czekającym nas obozem!

No i rozpoczął się obóz! Pojechaliśmy do Borów Tucholskich anno domini 2001. Obóz trwał prawie trzy tygodnie, trochę za długo jak na nasze gusta, ale wyszło idealnie bo pierwsze 4 dni czekaliśmy na żerdki i byczyliśmy się w "słoneczku na traweczku" ;)!!! Potem to już się rozkręciło na dobre (pozdrawiam pana Gajwera i Krojcfelda – oni już wiedzą o co chodzi [tylko dla wtajemniczonych])! Gry, konkursy, olimpiada, bieg sprawnościowy, turniej rycerski itp. itd.! Myśmy grę wygrali oczywiście! Wstążkę mamy żółtą, czemu dokładnie nie wiem, ale to nie ważne – ważne, że jest!

Po obozie zaczął się raczej szary rok (w dużej mierze z mojej winy – to taki kryzys okresu średniego w prowadzeniu zastępu). Rajdów mało, ale za to było zimowisko! W Małogoszczy koło Kielc – teraz to znana każdemu Harcerzowi wichura!!! Mieszkaliśmy w szkole, jedliśmy w pizzeri, chodziliśmy po górach! Najlepsza z tego wszystkiego była jednak gra. Scenariusz to w skrócie: "Drechy, skiny, panky atakują!!!" Jak ktoś chce wiedzieć więcej to niech się do mnie zgłosi!

Po zimowisku znowu szczypta zbiórek i nagle... Harce majowe 2002! Pojechaliśmy! Mój komentarz do nich: "Veni, Vidi, Vici!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!" Nic więcej nie dodam, jeno z własnej pychy przetłumaczę na wszelki wypadek: "Przybyłem, zobaczyłem, zwyciężyłem!!!!!" No a teraz niczym egipski faraon, obżarty pychą i po dobrej kolacji, siedzę przed komputerem i niszę oczki, pisząc ten tekst! Ale jedno powiem: dumny jestem z moich chłopaków no i z siebie! Takiego wyniku to się nie spodziewałem! Teraz wszystkich żegnam, może coś nabazgrzę po obozie, a może nie. Raczej ta druga opcja bo z natury jestem leniwy! Acha proszę w tekście nic nie zmieniać (Tak tak, Czachor, ma być jak jest z tym wpisem również!). Tyle na dziś i pozdrawiam!

Czuwaj deha zastępowy Okapi Łukasz "August" A.


No i na mnie już wszyscy wilkiem patrzą, że okres moich rządów w Okapi, niemniej chlubny niż cała reszta, nie został jeszcze opisany na tej stronie... A zważywszy że zastępowym byłem trzy lata, to dużo tego się nazbierało. Poza tym trzeba jeszcze nadrobić okres rządów Smerdy, bo on to nic już chyba nie napisze... Więc powoli, powoli zabieram sie do roboty... (wszystko będzie aktualizowane na bieżąco, jak tylko coś mi się przepomni...)

Doszedłem do wniosku, że - mimo całej skromności Augusta i w ogóle całego Okapi - dodać nieco obszerniejszą relację z WHM 2002, co niniejszym robię. Proszę jednak o wyrozumiałość, to było niemal sześć lat temu, a pamięć już nie ta...

Harce odbyły się oczywiście w tak zwany długi weekend. Trwały niecałe cztery dni, pierwszy z nich przebiegł pod znakiem dojazdu nad Wierną Rzekę w okolicach Małogoszczy i rozbicia obozowisk. Najbardziej w pamięci zapadł mi plecak zastępowego - Augusta, z przytroczonym uzbrojeniem, czekanikiem i stukilowym kawałem najgrubszej blachy, potrzebnym nam do wykonania kuchni (nad którą później Iwo spalił sobie chustę i koszulkę, heheheh). Gdy tylko wstępnie się ulokowaliśmy, okazało się, że musimy sie przenieść na drugą stronę rzeki. No i oczywiście zdjęliśmy buty i wbiliśmy się do rzeki, żeby jakoś przetransportować plecaki. No i Gileta (bądź Diglet, lub Dzidglet) wrzucił plecak do wody. Żeby nie było podejrzenia o sabotaż, wrzucił swój, ale i tak go podejrzewaliśmy. August nawet rozważał zagranie mu na czekaniku, hehe. Jak już udało nam się wyciągnąć Giletę i plecak z wody, zaczęliśmy rozstawiać namiot i budować prostą pionierkę. Udało nam się wznieść standardową miśkownię i już wspomnianą turbo-kuchnię na 8 fajerek. A jak August poszedł na naradę wodzów (wraz z zastępowym Delfina - Czachorem i zastępowym Kani - Antonem oraz z Kurkiem Krukiem Kurrem Karmerukiem), Białostocki i Stańczyk lub Ursu i Powder wykonali przekozacką ozdobę obronną, polegającą na rozwieszeniu sznurka między dwoma wbitymi w glebę kołkami. Nie na darmo podkreśliłem, że stało się to podczas nieobecności zastępowego, gdyż właśnie on dowiódł niezawodnej obronności onej ozdoby jako pierwszy. I zaraz potem zdziwił się niepomiernie, że tak umiejętnie umie memłać przekleństwa cisnące się na wargi przy nagłym kontakcie z ziemią. Przekopał za to oczywiście Giletę (czyli Ursu), dlatego, że był pod ręką. Wódz powiedział, że zostaliśmy właśnie przechrzczeni na Niemców. Oddali nas pod władzę cesarza Henryka IV bodajże i nagle okazało się, że Wierna Rzeka nie jest już sobą, tylko Odrą, po drugiej stronie której zgromadzili się wojowie Krzywoustego, króla Polski. Wieczorem musieliśmy zapoznać się z naszymi przeciwnikami. Zebraliśmy się po dwóch stronach rzeki, coby wymienić uprzejmości. Pochodnie oświetlały nasze twarze, o wiele groźniejsze nisz paskudne facjaty Polaków. Dziwię się, że tamtej nocy nie stchórzyli i nie zbiegli sromotnie. Ale mniejsza, pożegnaliśmy naszych "braci" ze wschodu i udaliśmy się na spoczynek do naszych kwater polowych.
Następnego dnia obudziliśmy się dość wcześnie, po śniadaniu przyszły rozkazy. Każdy z funkcyjnych musiał udać się do swojej miejscowości - kronikarze do Skrybów, pionierzy do Kołków czy gdzieś, sanitariusze do Cyrulików...
cdn

Pablo

Grzesiek S. się kłania z tej strony :) Po ostatnim obozie objąłem władzę nad zastępem Okapi po Pablu (chyba nie trzeba nikomu przedstawiać :P). Anyway, jako że to mój pierwszy rok, musiałem się poduczyć sztuki bycia zastępowym, a łatwa to ona nie jest. Już po obozie zreorganizowaliśmy zastęp. Rozdzielanie funkcji, nowa siatka alarmowa... wszystko po to, żeby pracowało się nam jak najlepiej. Niedługo potem był pierwszy poważniejszy wyjazd, a mianowicie Święto Niepodległości 2006, w czasie którego pojechaliśmy do Kazimierza Dolnego. Fabuła polegała na tym, że musieliśmy wykonywać zadania i unikać Nazistów, którzy robili nam zdjęcia. Byliśmy zadowoleni z naszych wyników, mimo że nie wygraliśmy. Gdybyśmy tylko dobrze zrozumieli rozkaz i nie brali tej cholernej skrzynki... Ale to nie ważne, ważne że sprawdziliśmy siebie i nasze umiejętności.

W między czasie przyszła zima, a zima oznacza Wigilię (prezenty muhaha ;)), tak więc i my postanowiliśmy powigiliować w naszym kościele. Zorganizowaliśmy spotkanie, były ciasta, barszczyk z uszkami i dużo dobrej zabawy. Po okresie świątecznym nastał czas na CYRKOWISKO, bo jakżeby inaczej :). Tym razem padło na Szczawnicę. Na szczęście w przeciwieństwie do Lublina w górach był śnieg i to dość sporo. Wymyśliliśmy nową grę: Karrimator. Polegała ona na biciu karimatą wszystkich wokół. Ogólnie było super, zrobiliśmy dużo zdjęć, które można oglądać na naszej stronie, wymyśliliśmy nowy okrzyk: "Ostęp-Inglisz" i ogólnie zabawa była przednia. Ale jak wszystko się kończy, także i nasze zimowisko się skończyło.

W marcu odszedł z drużyny Łukasz T., co oznaczało rozpad Delfina. Jego członkowie zostali rozdzieleni między dwa pozostałe zastępy. Do nas został przydzielony Świć i Lordoza, którego już nie ma. Minęły 3 tygodnie, a tu pojawił się następny wyjazd. Tym razem do Kijan na Dzień Modlitw za FSE. Pamiętam, że przy drodze znaleźliśmy betonowe dinozaury, musieliśmy oczywiście zrobić kilka zdjęć.

Bardzo szybko minął czas i nie wiadomo kiedy wielkimi krokami nadszedł coroczny Biwak Majowy. W tym roku był to biwak tylko naszej drużyny. Taki wyjazd to świetny sprawdzian tego czego się nauczyliśmy no i przygotowanie do obozu. Wszystkim się podobało, ale w nocy był straszny hebel. Nakręciliśmy filmik z karrimatora, naszej gry wymyślonej na Zimowisku. Niestety, do dzisiaj go nie udostępniono, ale miejmy nadzieję, że to się stanie dość szybko... Czas upływa nieubłaganie, cotygodniowe zbiórki, wyjazdy, a i tak wszystko zamyka się gdy rozpoczynamy Obóz letni. A jako że już niedługo tam wyjedziemy, ćwiczymy się jak najlepiej umiemy. W tym roku fabuła operacji Overlord (lądowanie w Normandii) więc na pewno będzie ciekawie...

dh. mł. Gelo

Gelo prowadził zastęp tylko rok. Mimo że tak krótko, to zdążył sporo namieszać (oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu)...

Na początku lipca pocisnęliśmy na obóz jako 3. Dywizja Piechoty. Dzielnie stawialiśmy czoła Niemcom w walkach o Normandię. Nasze starania nie poszły na marne, wraz z 82. Dywizją Powietrzno-Desantową rozgromiliśmy armię wroga i już wtedy wiedzieliśmy, że wojna ma się ku końcowi. Mimo że zdobyliśmy tylko jedną wstążkę (za kulinara) to uważam, że cały obóz był zacny. Na SH powierzono mi funkcję zastępowego, co się będzie działo w tym roku to sami zobaczycie...

Na początku września zastęp powiększył swoją liczebność o Marcin D., z którym ostro wzięliśmy się do roboty. Na zbiórkach i wypadach minęły nam 2 miesiące, a w ostatnich dniach października dołączył do nas Szymon M.
W listopadzie pojechaliśmy do Kazimierza Dolnego na dwudniowy biwak drużyny, w czasie którego Tomek został „włączony” do wielkiej rodziny harcerskiej składając Przyrzeczenie. Na biwaku odbyła się wielka gra, na której odnieśliśmy nasze pierwsze zwycięstwo. 11 listopada odbył się Zlot Niepodległości 2007, w czasie którego nie ustąpiliśmy pierwszego miejsca , to nasze drugie zwycięstwo tym składem.
Przyszedł grudzień, a my wybieramy się najpierw na Wigilie drużyny, a później na Zimowisko…

dh. ćw. Barra

komentarze (2)

dodaj swój komentarz
wypełnij formularz (wszystkie pola są wymagane)







August, 24.12.2007, 01:31:51

Ooohoho kurde czytam tak to co powyżej i się łezka w oku kręci, chyba sobie sete strzele na odwagę hehe. Naprawdę miło jest mieć świadomość, że chociaż Okapi to już zupełnie inni ludzie to jednak nazwa ta sama, duch też i mam nadzieje że nogi macie tak samo twarde jak my kiedyś. Cała Zawisza wie jakie mieliśmy silne nogi, do tej pory wielu d...y bolą ;) bośmy im skopali nie raz i nie dwa tymi nogami tyłki... No! I widzę że wy kontynuujecie tradycje! Z czegom dumny! Życzę sukcesów wielu chopaki!
p.s. Pablo, można by kilka najciekawszych akcji jakie miliśmy przyjemność przeprowadzić wespół w zespół opisać, tylko trzeba by się umowić na kawkę wcześniej bo moja pamięć to wiesz, zawodna jak prognoza ;)
Pozdrawiam

Pablo, 24.06.2007, 13:27:33

Ostatnimi czasy coś się nam strona podobno zmieniła, więc i ja wiedziony ciekawością wklepałem adres do kompa i faktycznie, cos jakby inaczej... I tak oglądam i oglądam i oglądam.... aż w końcu trafiłem na moje ROOTS czyli co nieco o OKAPI.
Od razu przeszedłem do części o historii. Czytam to, co August popełnił przed tysiącem laty, doszedłem do końca, a tu szok! Coś nowego! Ja chcąc zachować ciągłość czekałem aż Smerba coś napisze, żeby nie było roku przerwy (nie żeby mi się nie chciało, hehehe). No, co by nie mówić, Gelo mnie zmobilizował! Tak naprawdę, to czekałem tak długo, aby podnieść dramatyzm.
Ale do rzeczy – oto jestem! A raczej nie ja, tylko zaległa część historii Okapi i nie jest, tylko będzie. Już niedługo!

na górę strony